Pozytywne myślenie a cel
Jestem optymistką, czasami niepoprawną bo widzę plusy tam gdzie inni dostrzegają tylko minusy. Lubię też zarażać innych pozytywną myślą i pozytywnym działaniem. Jednakże nie łudźmy się, że jak będziemy myśleć pozytywnie, to nasze życie nagle stanie się cudowne i ot tak po prostu wszystko osiągniemy.
Pozytywne myślenie daje nam to, że wszystko staramy się robić lepiej. Angażujemy się w dane zadanie, gdyż spodziewamy się dla nas pozytywnych skutków. W tym momencie motywacja sama budzi się do życia i nie musimy o nią zabiegać.
Natomiast gdy należysz do grona pesymistów i Twoim życiowym zadaniem jest widzieć wszystko w czarnych kolorach, to nie wiem czy wiesz, ale stawiasz sobie poprzeczkę bardzo wysoko. A to co robisz to zazwyczaj jest minimum Twoich możliwości. Nie robisz nic więcej. Dlaczego? Najprawdopodobniej uważasz, że się nie da albo że i tak potem coś nie wyjdzie więc po co się męczyć.
O co chodzi w życiu?
Moim zdaniem i nie tylko moim w życiu chodzi o to, aby zawieszać sobie poprzeczkę trochę wyżej niż nasze możliwości. Jak ją osiągniemy to zawieszamy jeszcze wyżej choćby odrobinę. Pozwoli to nam nauczyć się czegoś nowego, rozwinąć się. Pokonać siebie samego. To doda nam niesamowitych skrzydeł. Dzięki temu przez najbliższy czas wszystko będzie wychodziło nam lepiej.
Zawody sportowe
Jak myślę o podnoszeniu poprzeczki to przypomina mi się jak w podstawówce Pani od wf zapisała mnie na zawody lekkoatletyczne. Muszę dodać, że nie była to moja ulubiona dyscyplina. Jeżeli mówimy o bieganiu to nie lubiłam biegać i do tej pory nie lubię.
Moje bieganie, za każdym razem polegało na tym samym czyli na jak najszybszym dobiegnięciu do mety, aby mieć to z głowy. ツ
I tak samo jest w życiu. Masz jakieś zadanie, które wiesz, że musisz wykonać, ale go nie lubisz to założę się, że ciągle go odkładasz na wieczne jutro. A co powinieneś zrobić – zacząć działać. Wykonaj go i miej to z głowy. Myśl o tym co dobrego będzie po zakończeniu pracy. Niech ta myśl Cię nakręca.
Wracając do zawodów. Następną konkurencją były skoki. Pamiętam, że na tych zawodach pierwszy raz w życiu skakałam wzwyż. Nikt mnie do tego nie przygotował ani teoretycznie ani praktycznie. Gdy stanęłam z całym szeregiem dziewcząt na płycie stadionu, od swoje nauczycielki usłyszałam:
Po prostu zrób to co one.
Świetna rada jak dla kogoś kto nigdy nie skakał. Nie wiem czy byłam wtedy bardziej wykurzona na nią czy bardziej zdenerwowana tym co za chwilę ma nastąpić, ale pamiętam, że po pierwszym nieudanym skoku byłam już wkurzona do granic możliwości na nauczycielkę, że wymagała ode mnie czegoś czego nigdy nie robiłam.
Co ciekawe tak się zaparłam, że kolejne skoki były udane choć nie były wykonane poprawnie techniczne. Wyobraźcie sobie, że moja nauczycielka była na mnie zła za źle oddane skoki. Nie liczyło się to, że przeskoczyłam kolejne wysokości pokonując samą siebie. Nie liczyło się to, że mnie wcześniej nie przygotowała do tego. Zrobiłam to co każde dziecko jak mu się mówi negatywne rzeczy. Wyłączyłam słuch. I w tamtym momencie liczyło się dla mnie tylko to, że ja z siebie byłam zadowolona. Dlaczego? Ponieważ spróbowałam czegoś nowego. Wykonałam skok najlepiej jak potrafiłam i dałam z siebie 110% .
Zapytasz co to ma wspólnego z pozytywnym myśleniem?
Wiele, bo gdybym nie myślała wtedy pozytywnie, to całe wydarzenie odcisnęłoby się negatywnie na moim życiu. Dlaczego? Ponieważ nikt mnie nawet nie zapytał o zdanie: czy chcę brać udział w tych zawodach? Zostało mi to zakomunikowane. Usłyszałam – przecież Ty zawsze dajesz sobie radę. Nie byłam wtedy asertywna. Brakowało mi pewności siebie. Na domiar złego przyjęte było, że zdania nauczyciela się nie podważa. W rezultacie czego nie potrafiłam zaprotestować. Pomimo to wiedziałam w duszy, że będzie dobrze. I to sobie wtedy powtarzałam:
Dasz radę. Zrobisz to czego się od ciebie oczekuję i wrócisz do domu.
I to był cel nadrzędny. Celami pośrednim było jak najszybciej dobiec. Skoczyć tak, aby przeskoczyć i też mieć to z głowy. Choć oczywiście w tamtej chwili nie myślałam w kategoriach celów.
Po wszystkim czułam się szczęśliwa, gdyż mogłam wrócić już do domu.
Ja tego nie lubię
Często tak w życiu mamy, że musimy być gdzieś lub robić coś na co nie mamy najmniejszej chęci. Nie ważne czy to w pracy czy w życiu prywatnym. Zawsze a w szczególności gdy wykonamy dane zadanie, które dalece jest od tego co lubimy, daje nam to siłę. Podczas takich sytuacji pokonujemy siebie. Pokazujemy sobie, że daliśmy radę. I nawet jak wcześniej nam się nie chciało, odkładaliśmy na wieczne jutro lub przyparci do muru musieliśmy to w końcu wykonać to uwierzmy, że kolejnego dnia znowu możemy więcej. I to jest pozytywne myślenie. Po przez wykonanie każdego zadania, pokazanie że potrafimy budujemy fundamenty naszej wiary w siebie.
Zachęcam Was do stawiania czoła przed zadaniami, na które nie macie ochotę. Uwierzcie, że one są Wam potrzebne do rozwoju jak chleb i woda do życia.
Natomiast jeżeli często zgadzasz się na robienie różnych rzeczy z obawy przed tym co inni pomyślą to polecam Ci kurs on-line Mów, Działaj, Decyduj bez lęku przed oceną.
Powodzenia…
